MŚ U-20 Dywizji 1B – Polska – Ukraina 4:2

Polska pokonała w Tychach Ukrainę  4:2 (1:1, 1:1, 2:0) . Bramki: 1:0 Dominik Paś (17), 1:1 Feliks Morozow (17), 1:2 Artiem Matejczenko (25), 2:2 Damian Tyczyński (33), 3:2 Łukasz Kamiński (41), 4:2 Kamil Wałęga (46).

Kary: Polska 6 minut; Ukraina: 12 minut.

Polska: Sebastian Lipiński – Szymon Bieniek, Olaf Bizacki, Dominik Paś, Łukasz Kamiński, Paweł Zygmunt – Klaudiusz Libik, Patryk Wysocki, Kamil Wałęga, Sebastian Brynkus, Jan Sołtys – Miłosz Noworyta, Patryk Gosztyła, Igor Smal, Damian Tyczyński, Jakub Worwa – Dominik Olszewski, Armen Khoperia, Adrian Słowakiewicz, Szymon Mularczyk, Paweł Obłoński.

Trener: Piotr Sarnik

Ukraina: Artur Ochandżanian – Nikita Kruchljakow, Oleksander Firsow, Hlib Kriwoszapkin, Oleksander Peresunko, Artiem Matejczenko – Denis Matusewicz, Danyło Kozaczuk, Feliks Morozow, Igor Szewczenko, Artiem Buzoweria – Bohdan Hryciuk, Danyło Suchonos, Dmytro Danylenko, Bogdan Serednickij, Denis Borodaj – Andrij Jewtuchow, Serhij Lochacz, Oleksji Syrotenko, Mikita Liesnikow, Bohdan Poliszuk.

Trener: Oleg Ignatiew

Trener Piotr Sarnik zapowiadał, że to będzie wyrównany turniej z szybkimi meczami i grą pressingiem wszystkich drużyn. I dokładnie taki był sobotni pojedynek z Ukraińcami.

W pierwszej tercji sporo pracy miał w polskiej bramce Sebastian Lipiński, ale jego odpowiednik po drugiej stronie lodowiska też na brak zajęć nie narzekał.

Prowadzenie biało-czerwonym dał Dominik Paś, ale cieszyliśmy się z niego tylko 12 sekund, bo rywale błyskawicznie wyrównali.

Na początku drugiej tercji przetrwaliśmy osłabienie, ale w 25 minucie niestety Ukraińcy znaleźli drogę do naszej bramki.

Później podopieczni Piotra Sarnika grali w podwójnej przewadze. I wykorzystali tę szansę. Ukraińskiego golkipera pokonał Damian Tyczyński. Oblężenie bramki Ukraińców trwało jeszcze w przewadze „zwykłej”, jednak już bez zmiany wyniku.

Po 40 minutach był remis 2:2 i wszystko zaczęło się od początku.

Otwarcie trzeciej tercji w wykonaniu biało-czerwonym było znakomite. Zaatakowali z animuszem i po 21 sekundach gry Łukasz Kamiński ponownie dał nam prowadzenie. Rywale chcieli jak najszybciej wyrównać, nadziali się kontrę i Kamil Wałęga podwyższył na 4:2.

Do końca nic się nie zmieniło i kibice mogli zaśpiewać po syrenie Mazurka Dąbrowskiego.