Co tam się działo!? NHL w Krakowie! LOTTO Puchar Polski dla GKS-u Tychy [Wideo, Zdjęcia]

Ogromne emocje w jubileuszowym 20. finale LOTTO Pucharu Polski. Na lodowisku Cracovii wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie, ale ostatecznie trofeum LOTTO Pucharu Polski wywalczyli hokeiści GKS-u Tychy, którzy po dogrywce zwyciężyli Comarch Cracovię 6:5. Zespół z piwnego miasta zdobył to trofeum już po raz ósmy i jest w tej statystyce prawdziwym hegemonem!
Comarch Cracovia – GKS Tychy 5:6 po dogrywce (1:0, 1:0, 3:5 – d. 0:1)

Bramki: 1:0 Sinagl 8 minuta (asysty: Kalus i Sykora), 2:0 Da Costa 34 w przewadze (Kapica i Kruczek), 2:1 Bagiński 42 w przewadze (Kolanos i Kotlorz), 3:1 Urbanowicz 49 (Drzewiecki i Rompkowski), 3:2 Galant 50 w osłabieniu (Witecki i Bryk), 3:3 Witecki 54 (Górny i Kalinowski), 3:4 Gościński 55 (Bagiński i Rzeszutko), 4:4 Sinagl 57 (Sykora i Kalus), 5:4 Drzewiecki 58 (Dąbkowski i Urbanowicz), 5:5 Pociecha 59 (Witecki), 5:6 Cichy 76 (Bryk).

Comarch Cracovia: Radziszewski – Zib, Novajovsky; Sykora, Sinagl, Kalus – Rompkowski, Nowryta; Urbanowicz, Bryniczka, Drzewiecki – Kruczek, Wajda; Da Costa, Dziubiński, Kapica – Dąbkowski, Dutka; Paczkowski, Zygmunt, Domogała. Trener Rudolf Rohacek.

GKS Tychy: Murray – Pociecha, Ciura; Galant, Kalinowski, Witecki – Bryk, Górny; Gościński, Rzeszutko, Bagiński – Kolarz, Kaznadzei; Kolanos, Cichy, Szczechura – Kotlorz, Woźnica; Jeziorski, Komorski, Kogut. Trener Andrey Gusov.

Sędziowie: Meszyński i Kępa oraz Moszczyński i Szachniewicz. Kary: 10 – 10 minut. Widzów 2400.

Taki finał to doskonała reklama hokeja. Nikt na trybunach i spośród oglądających transmisję w TVP Sport w 49. minucie, gdy Maciej Urbanowicz strzelał gola na 3:1 dla gospodarzy, nie przypuszczał chyba, że czeka go jeszcze taki rollercoster. Wkrótce był remis, gdy Cracovia najpierw straciła gola podczas gry w przewadze, a później wstrzelony pod bramkę krążek odbił się od bandy i pleców Rafała Radziszewskiego a po chwili zatrzepotał w siatce.

Do końca regulaminowego czasu gry było tylko sześć minut, a padły cztery bramki. Najpierw na plusie byli tyszanie, potem Cracovia. Jednak na 69 sekund przed końcem III tercji Bartłomiej Pociecha huknął w „okienko” i znów był remis.

W dogrywce gra była bardziej ostrożna, ale szans nie brakowało. Gdy wydawało się, że zakończy się karnymi, Michael Cichy wjechał w tercję obronną krakowian i za moment utonął w ramionach kolegów.