Andrzej Zabawa nagrodzony przez PKOl

Andrzej Zabawa, człowiek – instytucja w polskim hokeju, odebrał w piątek wyróżnienie za całokształt kariery sportowej  i godne życie po jej zakończeniu.  Nagroda została przyznana  w 52.Konkursie Fair Play Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Uroczystość odbyła się w siedzibie PKOl. Kandydaturę Pana Andrzeja zgłosił Zarząd PZHL.

Wszyscy znamy jego uśmiech i pogodę ducha.

„Potrafię być nerwowy, ale też stosuję zasadę, że jeśli na coś nie mam wpływu – to się tym nie przejmuję.  Oczywiście, przeżywam niepowodzenia, bo bez tego nie da. Ale staram się cieszyć życiem, lubię ludzi. A najważniejsze jest to, że przez wiele, wiele lat robiłem to, co lubię. To jest szczęście w życiu” – powiedział Andrzej Zabawa.

Przyznał, że wyróżnienie było dla niego dużym zaskoczeniem.

„Nie zdawałem sobie sprawy, że jestem brany pod uwagę. jako zawodnik, potem kierownik różnych reprezentacji Polski, spędziłem przy hokeju całe życie. Wielką satysfakcję czuję podczas spotkań z były zawodnikami z pierwszych roczników SMS PZHL, mającymi dziś ponad 40 lat. Podchodzą do mnie, rozmawiamy. To jest moja nagroda za te wszystkie lata” – stwierdził Andrzej Zabawa.

Dla reprezentacji Polski zdobył  dziewięćdziesiąt dziewięć  bramek, najwięcej w historii. W pamięci utkwiła mu tylko jedna, strzelona słynnemu Wladislawowi Trietiakowi w przegranym 1:16 meczu ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich podczas turnieju Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku.

Dla Andrzeja Zabawy nie liczyły się zaszczyty i sława. Jak sam mówi, największą radość sprawiała mu sama gra i uśmiech na twarzach oklaskujących Go kibiców. Czarował ich swoimi umiejętnościami strzeleckimi i piękną technicznie jazdą na łyżwach.

Do hokeja nigdy miał nie trafić, przeciwna temu była Jego mama, chociaż grali Jej dwaj bracia oraz brat Jego ojca.  W rodzinnej Krynicy Zdroju był to sport numer jeden. Ledwie Andrzej rozpoczął hokejowe treningi, musiał ich zaprzestać. Mama widziała dla niego karierę muzyka. Trafił do szkoły muzycznej, gdzie szlifował grę na akordeonie. Wrócił na lód, za zgodą mamy, jako łyżwiarz figurowy. Tę dyscyplinę trenował przez dwa lata, co później przełożyło się na nienaganną technikę jazdy.

Grał w KTH Krynica, Unii Oświęcim, Baildonie Katowice i Zagłębiu Sosnowiec. W tym ostatnim klubie stworzył z Wiesławem Jobczykiem najlepszy duet w historii polskiego hokeja. „Jobczyk, Zabawa to nasza duma i sława” ten okrzyk do dziś słychać na trybunach sosnowieckiego lodowiska. Z Zagłębiem zdobył pięć razy mistrzostwo Polski, trzy razy był królem strzelców ligowych rozgrywek. W  501 meczach strzelił 458 bramek. Trzykrotnie reprezentował Polskę podczas Igrzysk Olimpijskich. Uczestniczył w dziesięciu turniejach MŚ.

Jako siedemnastolatek otrzymał propozycję gry w Niemczech. W tamtych czasach wiązało się to z ucieczką z kraju, zerwaniem kontaktów z rodziną. Zabawa nie zdecydował się na taki krok. Oficjalną zgodę na wyjazd otrzymał w 1985 roku, miał wówczas  trzydzieści lat. Grał w trzech klubach niemieckich. Jak wielu znakomitych polskich sportowców miał możliwość przyjęcia niemieckiego obywatelstwa. Podkreślał często, że nawet nie pomyślał o zmianie paszportu.

Po zakończeniu kariery sportowej został w 1994 roku kierownikiem drużyn w Niepublicznym Liceum Ogólnokształcącym Szkoły Mistrzostwa Sportowego Polskiego Związku Hokeja na Lodzie oraz kierownikiem  Kadr Narodowych Juniorów i Seniorów. Jako kierownik reprezentacji Polski w hokeju na lodzie trzykrotnie uczestniczył w Mistrzostwach Świata Juniorów do lat 20 i czternastokrotnie  w  Mistrzostwach  Świata Seniorów. Obecnie pełni funkcję kierownika Kadry PZHL U23 oraz drużyny Szkoły Mistrzostwa Sportowego PZHL w Katowicach.

„ Mama mi zawsze tłumaczyła, że nie ma ludzi niezastąpionych. Odchodzi jeden, a przychodzi drugi. Nigdy nie czułem się wielką gwiazdą polskiego, czy miejscowego hokeja. Robiłem to, co kochałem i to mnie bawiło. Całe życie staram się zresztą przejść na wesoło. Staram się zawsze być pogodnym i wesołym. I dobrze mi z tym jest. Każdy z nas jest łasy tej popularności. Oczywiście, że cieszyłem się, kiedy mogłem dawać kibicom radość swoją grą. To normalna ludzka rzecz. W sporcie nie tylko pieniądze i medale są najważniejsze, ale kibic i właśnie dla niego się wychodzi na boisko. Tyle lat już nie gram, a ludzie jednak mnie pamiętają. To najprzyjemniejsza rzecz, jaka mogła mnie spotkać. Teraz wiem, że warto było ciężko trenować.” – mówił dla Onet.pl w jednym z nielicznych wywiadów.

Andrzej Zabawa to były znakomity hokeista, a zarazem wspaniały człowiek, który z polskim hokejem na lodzie był, jest i będzie… na dobre i na złe. Stanowi wzór do naśladowania  dla młodego pokolenia.